
Resident Evil: Apocalypse (2004)
Raccoon City zostaje opanowane przez hordy zombich - ludzi skażonych wirusem T. Alice z pierwszej części, wraz z kilkoma innymi ludźmi, walczy o przetrwanie. Muszą odnalezć córkę naukowca, który w zamian pomoże im wydostać się z miasta.
Alice już nie jest do końca ludzka, a w między czasie światu ukazuje się projekt "Nemezis".
Nie lubię tej serii, ale nie odmówię seansu, skoro akurat film leci w TV.
W części pierwszej wrażenie zrobił na mnie początek filmu i dobra, pasująca muzyka.
W "Apokalipsie" nie było żadnej seny, która by szczególnie zapadała w pamięć, a muzyka była zdawkowa i nie tworzyła napięcia. Zwolnione tempo w czasie pochodów, czy ataków zombiaków dawało wrażenie taniego, tandetnego filmu i bardzo mnie irytowało. Na szczęście w połowie filmu zrezygnowano z tego zabiegu i zaczęły się lepsze efekty specjalne - potwory z projektu "Nemezis" robiły dobre wrażenie. Dodatkowym plusem jest fakt, że prawie cały czas coś działo się w filmie, a Milla Jovovich
w tej części wydała mi się całkiem ładna.
Jestem przekonana, że gra komputerowa musi być świetna. Chętnie sama pozabijałabym pare żywych trupów, czy potworów, ale jako film jest to wszystko przekombinowane. Dodatkowo moja niechęć do kina zombistycznego sprawia, że seans "Residenta" nie daje mi pełnej satysfakcji.
Ocena:
6/10




