
Shutter (2008)
Kiedy azjatycki film odnosi sukces, to wiedz że coś się dzieje.
Kiedy Amerykanie kręcą remake świetnego tajskiego horroru, to wiedz że coś się dzieje.
Gdy nowa wersja nie dorównuje pierwowzorowi do pięt, to wiedz że jest źle.
Pamiętam, że po projekcji tajskiego filmu "Shutter" byłam poruszona. Film zrobił na mnie duże wrażenie, dlatego gdy zobaczyłam, że będzie w TV ochoczo zasiadłam do seansu. Okazało się, że to amerykański remake, a że nie pogardzę czymś dla mnie nowym, to obejrzałam.
Obejrzałam i już prawie zapomniałam, bo "Widmo" z USA to film na jeden raz, taki zabijacz czasu, a że przy okazji sama końcówka jest taka jak w oryginale, to nie ma nawet elementu zaskoczenia.
Młode małżeństwo wyjeżdża do Japonii. On - fotograf, ona - cyka fotki dla przyjemności. Wkrótce okazuje się, że na zdjęciach obydwojga pojawia się duch dziewczyny. Bohaterka stara się rozwikłać zagadkę tajemniczej postaci. Okazuje się, że jej mąż wie więcej na ten temat niż mogłoby się wydawać...
Azjatycką wersję filmu widziałam tylko raz, ale zapadła mi głęboko w pamięć. Nie wiem czy teraz zrobiłby na mnie takie wrażenie, ale pewnym jest że remake nie powala. Oczywiście, mało wymagającemu widzowi, tudzież spragnionym duchów nastolatkom może się podobać, ale kogoś kto widział nie jeden film grozy trudno zadowolić pojawiającym się na zdjęciach duchem.
"Widmo" przez osadzenie amerykańskich bohaterów w Japonii nasuwa skojarzenia z "Klątwą", jednak "Klątwa" miała swój klimat i chyba ciut lepsze efekty specjalne. Tu zabrakło tego pierwszego. Widać, że Amerykanie postanowili zabrać się za hit tylko po to żeby zarobić, a nie żeby zadowolić widza. A wystarczyło się troszkę wysilić.
Ocena:
5/10