
The rite (2011)
Młody uczeń seminarium duchownego przechodzi kryzys wiary. Ksiądz widząc w chłopaku potencjał wysyła go do Rzymu, aby tam zaznajomił się z tajnikami egzorcyzmów.
W świat opętanych wprowadza go ksiądz o niestandardowych metodach pracy.
"Rytuał" to film taki sobie. Nie zrobił na mnie wrażenia. Towarzysz seansu stwierdził nawet, że film jest nudny.
Podobno film ten oparty jest na prawdziwych wydarzeniach i pewnie to sprawia, że nie ma tu aż tak wiele efektów specjalnych. Starano się ukazać wszystko jak najbardziej realistycznie, stąd też brak wykręcanych głów o 360 stopni, czy lewitujących w koło przedmiotów. Ja już wolałabym coś dobrze naciągniętego, ale żeby było się czego bać, bo niestety w tym filmie strachu jest niewiele.
Dziwi mnie, że tak wiele osób chwali aktorów grających w filmie. Anthony Hopkins zupełnie nie pasował mi do tej roli, a grana przez niego postać beznamiętnie opowiadająca o egzorcyzmach tylko mnie irytowała. Ja rozumiem, że po latach pracy takie wypędzanie demona to dla niego chleb powszedni, ale mógłby w te opowieści wpleść choć źdźbło emocji, tym bardziej jeśli ma za zadanie przekonać do tego fachu sceptycznie nastawionego młodzieńca. Dopiero w końcowych, kulminacyjnych scenach Hopkins się rozkręca pokazując, że dalej ma w sobie werwę i nie jest stetryczałym dziadkiem.
Sam młodzieniec zagrał swoją rolę poprawnie, ale na pewno nie utkwi mi w pamięci, a poza tym zupełnie nie w moim typie, więc nie było na czym oka zawiesić.
I na koniec dziennikarka - aktorka, która przez cały film miała jeden i ten sam wyraz twarzy, z przebłyskami grymasu zadowolenia, czy smutku.
Cały film jest bardzo średni. Rozreklamowany na wszystkie strony okazał się zwyczajną produkcją, która równie dobrze mogłaby trafić od razu na DVD.
Ocena:
5/10
